niedziela, 29 lipca 2012

Wczoraj i dzisiaj u Magdalenki, i rodzinki

Wczorajszy dzień Dzieci spędziły z Tatą- robiąc pierogi z jagodami, bawiąc się w domu, na zajęciach w wodzie- basenie, gdzie m.in. Magdalena nurkowała trzymając się taty za szyję i leżąc na Jego plecach. Byli także na dużych lodach.
Oczywiście upał był straszliwy i większość dnia spędziliśmy w domu, ja na odsypianiu - stresu- nie było mnie prawie 16 godzin. Dobrze mieć tak cierpliwego i wyrozumiałego Męża
A wieczorkiem jeszcze pluski w domowym baseniku.

Poranek niedzielny był bardzo miły dzieci pomagały mi nakrywać do stołu- Magda układała talerze i sztućce, troszkę Szymon musiał poprawić jak wrócił ze swojej porannej akcji

Cudowna chwila była, gdy Dzieci siedziały razem na łóżku i Szymek uczył Magdalenkę robić zdjęcia- wybierać obiekt- wiecie jak cudnie to wyglądało :-), aż spowodowało nieme radosne  wzajemne spojrzenie  Rodziców. Tak staramy się cieszyć i dostrzegać te dobre chwile, bo tych złych jest dużo i powoduje tylko, złość- przerasta nas zrozumienie tej choroby, tak proste i logiczne rzeczy są poza rozumieniem Madzi :-(
           Ale już nie smucę. Chwil radosnych było więcej- dzieci pomagały mi kroić warzywa na sałatkę, nie szkodzi że odwrotnie ostrze i kosteczka wyglądała jak kostka ;-) ale było to cudowne, że razem w trójkę kroiliśmy warzywka.
           Wspomnę Wam także o naszym corocznym oczyszczaniu lasu, dzisiaj owe właśnie przypadło, uzbrojeni w reklamówki i rękawiczki zabraliśmy się do zbierania śmieci



Dzień trwa co przyniesie? zobaczymy:-)
Na pewno Szymek zabiera Kolegę dzisiaj do Straży pożarnej, Magdalena nie chce z nami jechać :-( skutecznie przestraszyła się syreny alarmowej wzywającej strażaków do wyjazdu w OSP :-((((

piątek, 27 lipca 2012

Ostatni raz Magdalena

Była w starej zerówce, w poniedziałek 30 lipca kładziemy się na oddział szpitalny i robimy badania
w zakresie chorób metabolicznych.
Czas mija szybko i już jeden miesiąc wakacji kończy się. A dalej nie mam pełnej dokumentacji- orzeczenia warunkującego przyjęcie do szkoły, wspominałam Wam dopiero 27-28 sierpnia zbiera się komisja w Poradni.
           Dzisiaj Magdalena w nocy nie spała- o drugiej obudziła się- radosna i chętna do zabawy, zapytałam-
dokąd idziesz?
- chcę siku- poszłyśmy razem do łazienki, zasnęła radosna
a o 4 rano obudziła się mokra i płacząca- wyglądało to jakby coś się złego śniło, albo napad padaczki- podobny do tego z 6.07.
3-4 dni było cudownie, to teraz musi być inaczej- normalnie :-(
teraz zasnęła.
           Komputer znowu odmawia posłuszeństwa- w końcu zrobiło się gorąco, ja dzisiaj nie wzięłam Mg i znowu nic mi się nie udaje, jestem dzisiaj jak wredna osa :-( 
Tego posta próbuję napisać od 2 godz.- wyłącza się ten koszmarny komputer :-(
Mam nadzieję, ze popołudnie będzie lepsze, pozdrawiam Was SERDECZNIE
A na zakończenie, poranne żarty i tulenie to norma, pewien schemat postępowania u Madzi, dzisiaj z Jej woli trochę zmieniony.
Leżymy na łóżku Tato przychodzi, za Nim pies próbuje się dostać do pokoju Madzi, żeby się przywitać mimo tego, że nie może do pokoju wejść- od 3 lat próbuje - komenda do psa zostań, nie wolno
dialog z uśmiechem na buzi:
- Magda- to nie pies
- Tato- kot
- Magda- nie! zając
czołga się po łóżku w kierunku psa, łapie go za ucho-
i mówi- bo ma uszy, 
przenosząc wzrok na tatę. Coraz bardziej się przekonuję, że to tylko elementy autyzmu, a więc bardziej niedorozwój ciała modzelowatego i zmiany po napadach padaczki, diagnoza sama w sobie nic nie zmienia, tylko pozostaje wybór terapii i sposób ich prowadzenia


środa, 25 lipca 2012

Mamo już dawno...

Już dawno tak fajnie nie było w parku, - powiedział Szymon, gdy wracaliśmy do auta, ja niosąc Magdalenę i wielki plecak ;-). Było to miłe, ale rzeczywiście jakoś wspólnie dzisiaj pracowaliśmy, spacerowaliśmy alejkami, a nasz spacer to bieganie;
gdy po stawie pływała mała kaczuszka, piszcząc -szukała mamy, Magdalenka zawołała- " kaczuszko chodź do mnie na ręce"- zatkało mnie i bardzo mi się spodobało to zdanie, Madzi też gdyż,  z dziesięć razy je powtórzyła śmiejąc się i udając, że tuli kaczuszkę, cuda rzeczywiście trwają nadal.
Magda z Szymkiem biegli trzymając się za  ręce, razem pozowali do zdjęć, razem wędrowali po płotku, tzn. Magda trzymając się za moją rękę naśladowała to co robi Szymek, ganiała młode wrony siwe, młode kosy, a młodą srokę chciała pogłaskać i podmuchać na skrzydełko- chyba była chora ;-)
  
potem leżeliśmy na brzuchu na betonie- przy fontannie,  razem oglądaliśmy pokaz dzienny o 14.00- tym razem byłam leżakiem dla Magdy, przewracaliśmy się na trawie, dzieci były kosiarkami traw- 
a ja- cóż całą tę trawę przyjęłam na siebie, zrywali mi koniczynki na wianuszek, który puściliśmy do fontanny przy śpiewie Magdaleny- 
"wiła wianki i rzucała je na wodę...".





14,30 Magdalena leżała już na stole do masażu, a po następnych kilku minutach zasnęła :-) 
My z Szymkiem parę spraw do załatwienia i jazda do Straży Pożarnej- dzisiaj JRG3- parkowanie
autem i lanie wody z szybkiego natarcia, rozmowy i jak zwykle cudnie spędzony czas.
Przy okazji mieliśmy też lekki cudny wozik i cudownymi trąbkami z OSP Siechnice


O 16.40 już razem w aucie, w drodze do domu, słuchając bajek- Czerwony kapturek i Calineczka, Szymek zasnął, nawet zapach pizzy Go nie obudził ha ha


Chwil kilka w domu i już z nowych klocków Szymek ułożył GBA w akcji :-)

o 18.00 zajadamy pizzę, Magdalena racuszki z jabłkiem- ciasto zrobiłam rano, wrócił Tata, choć miał ciężki dzień poszedł z nami 
o 19,00  na spacer do lasu- pies też w końcu jest członkiem rodziny ;-) i musi być zadowolony 
Tata zbierał prawdziwki gwiżdżąc melodię z filmu " Jak rozpętałem drugą wojnę światową"

o 21,00 rodzice padnięci, dzieci hm chcą się bawić- ok oglądamy Kota Filemona i zaraz kąpiel,
a w kąpieli- "ustaw bicze" powiedziała Magdalena.
Nie było tak zupełnie różowo- 3 razy Magdalena zapomniała się- i nie zgłosiła potrzeby siusiania,
a ja- hm ciekawe jak długo tak pociągnę?? na razie brana od kilku dni witamina B6 i magnez wystarczają ha ha, na pozytywne nastawienie i dostrzeganie tylko dobrych rzeczy :-)
od 8,15 do 12,30 Szkraby były w szkole, ja w tym czasie powiesiłam w ogrodzie pranie, które zaraz musiałam zdjąć, bo zaczynało padać, posprzątałam na dole, przygotowałam ciasto na racuchy i połowę prania wyprasowałam. Potem szybki prysznic, koszulka z naszego OSP Wojnowice i po dzieci do szkoły, dalej do Wrocka, wcześniej zakupy- bułki i maliny

Dzieci przytulone, ukochane zasypiają z Tatą, ja zaraz jadę zapłacić za turnus tygodniowy do Brennej w sierpniu, właśnie dowiedziałam się, gdzie mam jechać i w jakim terminie.
Napis na zderzaku auta- jest prawdziwy: Szalona Rodzinka :-)

wtorek, 24 lipca 2012

Cuda trwają nadal

Magdalena jest w dobrym humorze, ładnie je i pije dzisiaj już 5 łyków bez słomki samodzielnie trzymając kubek, w szkole Madzi się podobało, choć nie powiedziała co szczególnego się wydarzyło. Za wczorajszy dzień- gdzie Moje Kochane dzieci były tak dzielne- zabrałam Je na lody- hmm- inaczej kupiłam lody i pozwoliłam jeść w aucie w drodze na zajęcia z ulubioną P. Alą- mama zawiozła wreszcie Dziecko na czas.
 W oczekiwaniu na Magdalenę psy odpoczywały
Wcześniej wizyta  w jrg5 w Straży Pożarnej, mimo wyjazdów i zajęć na terenie Jednostki, Strażacy jak zwykle znaleźli dla Nas czas, Magda jednak była już zmęczona, ogłosiła bunt, zawiesiłyśmy broń bo czekał jeszcze dentysta- 2 ząbki zalakowane- Córka była dzielna mimo zmęczenia :-)
 i jeszcze jeden cud :-) Magdalena otrzymała Swoją pierwszą kartkę urodzinową, aż z Singapuru !!!!!!!!
Dziecina, gdy Jej przeczytałam życzenia- uśmiechnięta powiedziała DZIĘKUJĘ, nie szkodzi, że nie wie gdzie jest Azja ani Singapur, ważne dla Niej było, że dostała coś od listonosza dla Siebie- swoją kartkę,a Ten Ktoś sprawił Jej tyle radości i uśmiechu, teraz wierzy że listonosz przynosi listy, a nie tylko rachunki.
Dziękujemy, to tak wiele dla Nas :-)
Teraz słucha w swoim pokoju Arki Noego

poniedziałek, 23 lipca 2012

Magdalena dzisiaj- cuda się zdarzają :-)

Po wypiciu kakao- kilka pierwszych łyków samodzielnie bez słomki, poprosiłam Córkę, aby odstawiła do zlewu kubek- nawet zrobiła więcej- na swój sposób umyła kubek i nie zalała kuchni.
Zjadła obiad- bez rozrzucania wszystkiego w koło.
Zareagowała na słowo- STOP i nie rozsypała kawy z pojemnika- CUDA
Zjadła ładnie kolację, łyżką zupę mleczną i nie zaczepiała Szymka przy stole.
Podlała "buraczki"- to dla tych co czytają "cytaty z życia" Magdaleny
A mycie głowy o 21.30- bardzo późno jak na Magdalenkę- obyło się bez jęków i stęków, ale ze śpiewem na ustach.
Wystarczyło, że pojawił się Tata usiadła na huśtawce i grzecznie czekała na wspólne jedzenie groszku- z Tatą.
Najważniejsze, żeby nauczyć się być szczęśliwym, w tych chwilach kiedy szczęśliwa jest Córka, to dodaje skrzydeł.
Nie będę pisać o porażkach, bo było ich wiele, ale my popełniamy też błędy, to są nasze porażki.
 Po 5 latach odnalazłam zabawę w kolory- dobierz do 2 kredek obrazki malowane tymi kolorami, wiem, ze to jest proste, dla Magdaleny też było- choć wykonała zadanie powoli- wykonała na 5 z plusem.
Poniżej podpatrzone wczoraj u Frania, dziękujemy, że przypomniałeś nam o kredzie Dzielny Franku :-)
 po sobie, a potem zabawa w klasy
 czesanie psa, był szczęśliwy jak widać
 jeszcze "przejażdżka" żukiem, choć najpierw musieliśmy się do niego dostać, zatrzasnęły się drzwi he he
 Ta radość i szczęście to tak wiele

Propozycja zabawy :-)

Mozaika drewniana towarzyszy nam od 4 lat, ale są rzeczy, których Magdalena nie jest w stanie ułożyć- być może to właśnie niedorozwój ciała modzelowatego, nie wiadomo niezbadane. Inne rzeczy układa ale też tylko proste obrazki, ale układa i chce to robić, a to ważne. Szymek oczywiście radzi sobie z układaniem rewelacyjnie, ale to Szymek :-), genialny mały Chłopiec...
 To właśnie drzewko jest nie do ułożenia, niby proste
 Grzybki już tak
 czy kwadraty z różnej ilości trójkątów
Oczywiście układać można bardziej złożone obrazki, łabędzia, żaglówkę, ciężarówkę, kota i wiele innych, ale my poćwiczymy troszkę proste obrazki i odłożymy je na miesiąc, żeby do nich znowu wrócić. polecam Wam do wspólnej zabawy.

niedziela, 22 lipca 2012

Dinozaury z Katowic i Karłowa

U Madzi po podaniu leków przeciwgorączkowych lepiej, u Szymka opuchlizna po ukąszeniu osy schodzi, a teraz czas dla Józia ;-). Obiecałam, że wśród naszych wyjazdów i wycieczek odszukam zdjęcia z wyjazdów do Parków z dinozaurami A mogę, to zrobić bo dzisiaj Tato zabrał dzieci na rowery i plac zabaw, właśnie biegł przy rowerze Madzi, trzymając kierownicę, mogłam na to popatrzeć z boku- ha ha.
A teraz przenosimy się dla nas w 2008 rok- gdzie towarzystwo dinozaurów w ogóle Magdalence- 5letniej wówczas -nie przeszkadzało- miała kamienie, którymi mogła się bawić.
Karłów 2008










zdjęć dużo, nie będę Wam opisywać do czego służyły te wypustki skórne lub te dziwaczne zrogowacenia, bo sami się domyślacie że do walki i obrony :-).
Teraz przenosimy się w rok 2009 do Katowic- w zoo tamtejszym w najniższym jego poziomie ;-)- dolinie znajduje się najstarszy chyba w Polsce jurajski park- choć zwany inaczej bo film powstał całe lata później, Ów park pamiętam ja ze swojego dzieciństwa - a było to wieki temu ;-)


Było wiele innych zdjęć, ale mam nadzieję, że Józek z Olsztyna będzie zadowolony z tych.
Pozdrawiamy i do oglądania zapraszamy :-)

Długi spacer...

Powiedziała Magdalena gdy stanęliśmy w lesie na rozstaju, po znalezieniu 5 borowików, których nie szukaliśmy. Zgodziliśmy się - dobra obskoczymy jeszcze miejsca gdzie są prawdziwki i wracamy. Pogoda cudna wszyscy już w dobrych humorach. Zgoda powiedzieliśmy, w tym momencie Magdalena wskoczyła mamie na plecy, Szymek dzielnie maszerował, a Tato z Goldkiem szukali grzybów. znaleźliśmy he he tylko aksamitki, najwięcej Szymonek, gdy mama padała już ze zmęczenia Magda postanowiła chwilę pomaszerować- do Taty- i pięknie całym zdaniem powiedziała: "Tato weź mnie na barana"- tato nie dał się zmiękczyć powiedział - dalej na skrzyżowaniu dróg,a Magdalena- to trzeba było zobaczyć i usłyszeć - ha ha
"Tato proszę, błagam błagam weź mnie na barana"- ręce złożone w błagalnym geście- wygrała- a my parsknęliśmy śmiechem. Potem i Szymon był niesiony, dlaczego miałaby, być niesiona tylko Magdalena. 
Po spacerze nawet pies miał dość- był długi i wyczerpujący, ale radosny i spędzony RAZEM
Mama zajęła się obieraniem grzybków/ już zamrożone na wigilię- he he/, Szymek poszedł odpoczywać 
do Siebie- bawił się wozami strażackimi, a Magda, Tato i pies poszli spać. Działo się jeszcze wiele miłych rzeczy przez cały dzień, ale to już późna noc pora spać
Dobranoc Mili Czytelnicy :) a, w tajemnicy powiem Wam, że nawet mieliśmy Gościa z Indii :-)