niedziela, 26 sierpnia 2012

Wycieczka na Ślężę ;-)

Od lat planowałam ten wyjazd- z Rodzinką wejść na Ślężę. Nie przypuszczałam, ze czas tak szybko biegnie i Sama byłam tam ponad 21 lat temu, zawsze miło wspominam pobyty w Sobótce i na Ślęży, pamiętałam nawet żeby, nie wchodzić żółtym szlakiem, bo za trudny dla Dzieci, ale.....
Pogoda początkowo chciała nas zniechęcić do wyjazdu, ale gdy tylko wsiedliśmy do autka zrobiło się cudownie.





 Widoczna w oddali wieża telewizyjna na szczycie Ślęży, z wieży widokowej

 hen daleko widoczny Wrocław
Schodzimy :-)




Na zakończenie zdjęcie choć jednego posagu :-)
 W oczekiwaniu na obiadek


Oczywiście, nasłuchałam się, ze nie przygotowałam wycieczki, że nie sprawdziłam mapy itd., skupiłam się na przygotowaniu sztormiaków zapasowych butów itp. rzeczy, ale mapa została w domu :-(. Ostatecznie wchodziliśmy żółtym szlakiem ;-) i doszliśmy tylko do wieży widokowej. Ha ha dalibyśmy radę dalej, ale na dole czekała Paulinka, a my mieliśmy nieść Magdę na barana.
Zacznę od początku, Magdalena czując, że trzeba się będzie wspinać zaczęła swój rytuał, najpierw wołała siku, potem 3-4 razy chcę kupę, za każdym razem stawaliśmy i szukaliśmy toalety, potem zaczęła jęczeć, "nieczuła" matka he he- na działania- wzięła Córkę na barana i chwilę niosła, z czego Magda oczywiście cieszyła się bardzo i udowodniła, ze mamę można zawsze wkręcić ;-).
Szymek był bardzo dzielny sam o własnych siłach wędrował pod górę i z góry-na szczęście nie schodziliśmy żółtym szlakiem tylko czarnym niedźwiadkiem/ mogliśmy nim wejść gdybym wcześniej sprawdziła trasę, ale ja nie przygotowuję się na zapas, bo z przygotowywanych wyjazdów nigdy nic nie wychodzi/
Wyjazd był udany, Magda odpowiedziała- że tak- choć zawsze jest nie - na pytanie: czy się podobała wycieczka?
Nawet mąż stwierdził, ze możemy poznawać okolicę, są miejscowości, w których nie byliśmy ,a warto coś zawsze zwiedzić, a nie od razu zdobywać szczyty.
Jeszcze obiad w restauracji- mniam mniam z widokiem na Ślężę i powoli wracamy do domu. Padliśmy wszyscy- nawet pies ha ha.
Dzisiaj wybieramy się do okolicznej wioski na Dożynki- w końcu żniwa się skończyły, a wieńce które robią Kobiety na wsi to już rzadkość, ale, o tym po powrocie :-)

11 komentarzy:

  1. Intensywne i udane macie te ostatnie wakacyjne dni :-) Te nasze dzieci potrafią bajerować, Kamiś w górach też jęczał, że bolą go nogi i żeby go nieść, a za 5 minut biegał jak szalony :-) Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pozdrawiamy wzajemnie, lubimy jak coś się dzieje :-)

      Usuń
  2. Fajna wyprawa.Ale z tym dźwiganiem ,nie przeginasz?Małgorzata:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hmm już to gdzieś słyszałam ;-), Magdalenka jest lekka jak piórko, a niosąc plecak 5kg plus 29kg Magda to nie dużo jak na moje możliwości, było mi tylko trochę gorąco :-)dlatego nie ma zdjęć jak razem schodziłyśmy po kamykach- czułam się i wyglądałam jak nowe źródełko tryskające ze ścieżki :-)

      Usuń
    2. a dwa piórka uniesiesz-to wybiorę się chętnie z Wami:)

      Usuń
    3. Małgosiu - Ciebie warto :-) przyjeżdżaj :-)

      Usuń
    4. Witam,sobota sprzyjała zdobywaniu szczytów:)Ja z synem też
      zdobyliśmy najwyższe wzniesienie-szczyt:))województwa warmińsko-mazurskiego Górę Dylewską.Mój kochany "wielkolud"
      zawisł na mnie i jakoś go wciągnęłam na te 312 m n.p.m:):):)
      Nic dziwnego,że Magda szukała sposobu na jak najmniej męczącą wspinaczkę,miała trochę więcej metrów do przebycia:)) pozdrawiam:W:

      Usuń
  3. i Wrocław widoczny i Szymon widoczny...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magda wolała zostać na dole- schody były bardzo strome, byłby problem z zejściem :-(

      Usuń