niedziela, 30 grudnia 2012

Szopka staroroczna...

Szopka w innym wymiarze jest w domu, boli mnie głowa, a ja zamiast leżeć w łóżku skoro Rodzinka dała szansę na wypoczynek- chora zabrałam się za porządki i próbę malowania ścian, oczywiście w tej kolejności, w której napisałam.  Po co sprzątać raz jak można wiele razy..., a jeszcze wyjęłam listy ze skrzynki i dostałam odpowiedz z NFZ- mimo złożonych dokumentów potwierdzających ubezpieczenie- wg urzędników dalej jestem nieubezpieczona.
Ale teraz przejdę do innej szopki- tej, którą odwiedziliśmy niedaleko kościółka na Biskupinie we Wrocławiu, jako, że zapadał zmierzch zdjęcia zwierząt nie wyszły.
Czarnogłówki z błyskiem w oczach, łase były na kapustę i marchewki


Aniołek za każdy grosz wołał Bóg zapłać, dlatego była dobra zabawa ;-)


Zmartwiło mnie tylko, że Magdalenka wystraszyła się Osiołków i kucyków - za nic nie chciała ich nakarmić, nawet podejść na 5 metrów, a już wydawało mi się, że oswajanie z końmi - zwierzętami mamy za sobą. Znowu pojawiły się lęki nie wiem skąd są i z czego wynikają, nie potrafię Córce pomóc.
Ale żeby tak zupełnie smutno nie było, tato usiadł do maszyny i szył z dziećmi :-) Złoty z Niego człowiek nie dosyć, że pracuje, to potrafi tyle rzeczy zrobić, a przede wszystkim wytrzymać ze mną ;-), a ja przygotowywałam ciasto na oponki / musiałam ograniczyć, jak zawsze pewne straty- ha ha lepiej wszystko wymieszać i dać do wygniatania gotowe ciasto, niż mieć rozsypana mąkę i zgniecione jajka/
zrobiliśmy oponki wspólnie, wygniatała ciasto Magdula, a dzielnie wałkował i wykrawał ciasto Syn, Tato pomógł smażyć.

Oponki zniknęły szybko, kilka udało się tylko uratować na podróż do Kudowy- do Dziadków.
Dobrego wieczoru

sobota, 29 grudnia 2012

Zapraszam na cudowne chwile wspomnień

Kiedyś obiecałam Wam pewien filmik- wybaczcie jakość, ale zgrywanie komórką czegoś z ekranu tv, tak się kończy ;-(. Ale dla Was hmmm byłam w stanie powiedzieć do Madzi- "cicho"- głupie to trochę ale tak wyszło.
Dzisiaj przed Państwem w roli Szerszenia w przedstawieniu / jego części, której nie udało mi się wyciąć w normalny prosty sposób - dzięki do tego powstałym programom ;-)/ SP. Cudownej Osoby- aktorki Krystyny Dmochowskiej- wystąpi Tato Madzi- ten całus na początku to właśnie dla Córki.



Tak można odreagowywać- właśnie śmiechem. Post miał być o oooo, ale jest filmik :-)
Mi jest dalej zimno, mimo ciepła w domu, a malowanie zostawię na później- choć farby i grunt są już w domu.
P. Krystyna była Cudowną Osobą pełną energii i tego czegoś, co nie każdy aktor ma - chęć grania  i uczenia, pomagania- to był Człowiek z ogromną duszą.
My filmów mamy więcej-  to indywidualne zajęcia Magdalenki z P. Krystyną- mimo upływu trzech lat, Magdalenka lubi oglądać te zajęcia, a rolę Królowej Róży uwielbia i umie na pamięć- wtedy jeszcze nie potrafiła mówić wiele.....
Strasznie nam Jej brakuje... / dobrze, że mnie teraz nie widzicie- ryczę/

czwartek, 27 grudnia 2012

Granice...

Kiedyś , w jakiejś poradni, usłyszałam, że już czas określić Magdalenie granice w zachowaniu. Hmm łatwo powiedzieć skoro Dziecko ma swoje granice- to stereotypie silniejsze niż umysł, na które nie ma zakazów bądź nakazów, a jedynie sposób, fortel, szukany miesiącami. Większym problemem są właśnie ograniczenia społeczne, bo nie jest to wg mnie wychowaniem. Po prostu Inność jest trudno zaakceptować, przyjąć do wiadomości tak po prostu jest, jak to napisała Danusia- przyjąć pod dach nowego przyjaciela Autyzm, ale jak to zrobić? Magdalenka stara się, ale na każdym jednym wyjeździe mimo Jej granic, dominują granice społecznych zachowań, a najgorsze, że to ja miałam największy problem z przyjęciem granic Córki, dopiero dzisiaj po 3 dniach ochłonęłam, jak już Księżniczka wróciła na swoje włości, ja przestałam uciekać do różnych prac domowych i kuchennych wreszcie czas zaczęłam spędzać z Córką i dzisiejszy dzień był już zupełnie inny- normalny w domu, na swoim terenie...
Były zabawy w różne smaki, były masaże na stole, turlałyśmy się i tuliłyśmy w łóżku, łaziłyśmy po domu na czworaka, przy czołganiu ja odpadłam, pomagał Szymek, były przebieranki, tańce, zabawy, mandala dmuchana tuszem- trudne zadanie- ale do końca wykonane samodzielnie przez Magdulę, były puzzle, były zagadki, jakoś puściła blokada
Moja Księżniczka

smaki i zapachy- były różne od owoców, po przez kiełbaski i chleb

mandala w tuszu

hmm w moich butach, pełno śmiechu

A tutaj smutek, Magdalena znalazła strój Pająka, potwornie przestraszyła się rękawiczki i maski- może Ktoś wie dlaczego???
Choroba męża nie mija, hmm jutro wizyta u lekarza, ale mimo choróbska znosił mój nastrój i BYŁ
na stanowisku. Jak ważne jest być razem. Dlatego wracam do moich częstych myśli, nie wiem jak dają radę Samotni Rodzice- wiecie, o czym mówię?

Życie, a życzenia...

Jak na osobę w moim wieku, sposób pisania jest prosty, bo i ja jestem prostą osobą, czytając inne blogi odnoszę wrażenie, że ja nawet w połowie nie umiem pisać...
Ale nie o tym, zastanawiałam się czy te święta są naprawdę świętem związanym z rocznicą urodzin Jezusa, czy tylko kolejnym dniem wolnym, pozwalającym odpocząć od codzienności?
Jak ów spędziliście Wy Czytelnicy, czy rzeczywiście była w tych chwilach radość ze wspólnego spędzania czasu? Wspólnej pracy w przygotowaniach, jak i wieczerzaniu, odpoczynku, zabaw, obdarowywania się prezentami, czytaniu pisma świętego, czy tylko jedzeniu i oglądaniu telewizji, oczywiście nie neguję żadnego sposobu spędzania owych świąt, każdy ma swoją wolę i chęć :-).
Szopka mojego Taty z 1954 roku, zawsze nam towarzyszy
Ja od lat obiecuję sobie, ze wreszcie wyjedziemy w góry, gdzie razem spędzimy czas ...,
na odpoczywaniu, spacerowaniu, wspólnej zabawie, rozmowach. Ale życie prowadzi innymi ścieżkami. Cieszę się, ze święta spędziliśmy z Rodzicami, ale we mnie coś się zmieniło, sama siebie takiej nie znam, jest we mnie tyle złości, nienawiści- z czego wynika?
Ze zmęczenia materiału?, Z niegodzeniem się z losem? Z moim charakterkiem? Emocjonalnie te święta przerosły mnie.
Dobrze, że na wysokości zadania stanął mąż...
wspólne granie kolęd
Na teraz tyle, potem może pogodniej ;-)
pozdrawiam poświątecznie, chyba te lepione trzy dni pierogi dały się we znaki ;-)

niedziela, 23 grudnia 2012

Świątecznie?

Dzieci z przeziębienia udało się wyleczyć, ale padł Mąż- zmęczenie robi swoje i teraz dumam,
co robić ? Co z tymi świętami, chorzy nie możemy jechać do Rodziców..., a jeszcze wieczorem... znowu nie wiem czy to ułamek sekundy i wyłączenie- napad padaczki- czy za szybą tarasu mimo nocy Magdalena kogoś widziała, tak samo jak za pierwszym razem wyglądała na przestraszoną, oczy smutne skierowała na mnie i mocno się przytuliła, potem odzyskała energię, ale na okno nie chciała patrzeć.
Teraz w skrócie troszkę wydarzeń.

a stroiki zmieniły kolor, na złoty ;-), już nie zimny srebrny
Zaczniemy od szkolnych Jasełek, Magduli bardzo się podobały, były przygotowane wspaniale,
a Córka cały czas siedziała pod sceną, później wspólna wigilia i śpiewanie kolęd przy gitarze :-)

Oczywiście większość czasu zajmują nam zadania związane ze świętami, a jak Magdalena bierze się do pomocy, to... piekarnik piecze, kuchenka gotuje, odkurzacz sam odkurza, ryby karmimy papierem toaletowym- cała rolką, jak umyjemy podłogę, to trzeba pobrudzić i wysypać ziemię
z doniczki, tak, że w naszym domu zawsze jest wesoło :-)
Pomysł wypuszczenia karpi spodobał się dzieciom, hmm i co ja mam powiedzieć Dziadkom, skoro
te ryby - do smażenia dla Nich były ;-)
Mimo zwariowanych chwil, mieliśmy czas na zabawę w doktora- stetoskop to świetny - telefon ;-)
też jest, dzisiaj pełnił jednak swoją rolę i przyjmował chorych pacjentów.


A po południu Madzia wymyśliła sobie zabawę w zakupy przedświąteczne, na których żadna z nas
w realnym świecie nie była. Wzięła torbę, sprawdziła, czy ma pieniążki- i kupiła ozdoby i pluszaki, kiedy dostała wymyśloną resztę- wzięła owe i schowała do kieszeni, jednak zakupów nie zaniosła do swojego pokoju torbę wypakowała, kasę na niby schowała do skarbonki- i o zakupach zapomniała.
Poszła łapać karpie- nawet nie wiecie jak było Jej miło patrzeć na te pływające ryby i próbowała owe złapać.

Jak obiad to trzeba pomóc ;-)


A i dziękujemy za kartki świąteczne były piękne i zabawne liściki z misiami zrobiły furorę  ;-)- to dla wtajemniczonych :-)

A tak przy okazji Listonosz nie przynosi takich fajnych prezentów jak u Sznupci, he he, bo ostatni list
to był rachunek buu
Ależ oczywiście były również przebieranki- najpierw Magdalena przymierzała swoje stroje,
ale jak zaczęła mierzyć moje i taty marynarki to musiałam spróbować zrobić fotkę


I przyszedł czas na chwilkę rozstać się. Kochani, Mili, Czytelnicy, Poczytujący i Zaglądający,
aby święta przeżyć Rodzinnie i cudownie, radośnie i zdrowo...

" Zawsze, ilekroć uśmiechniesz się do swojego brata
i wyciągniesz do niego rękę,
 zawsze wtedy jest Boże Narodzenie
zawsze, ilekroć milkniesz by innych wysłuchać,
zawsze, kiedy dajesz odrobinę nadziei załamanym,
ilekroć pozwalasz by Bóg pokochał innych przez Ciebie
- zawsze jest Boże Narodzenie..."
Matka Teresa z Kalkuty

sobota, 22 grudnia 2012

Komunikat ;-)

Post świąteczno-życiowy obiecuję popełnić przed wyjazdem, ale rzeczywiście hmmm jak nie zasnę znowu :-(

Na razie karpie pływające w wannie mają już imiona:
 Fredek, Forfecel, Litek
prawda że cudnie :-)
poza tym chyba się starzeję ;-) popatrzyłam na karpie w wodzie i jakoś tak sobie pomyślałam- może niech teraz pływają, a po świętach je wypuścimy....

A od Magdalenki znowu usłyszałam wczoraj jak spaliłam marchewki/ zablokował się palnik ;-(/
- Mama jak Ty gotujesz, oj fatalnie, fatalnie, i były jeszcze trzy inne wersje/ matka, mamusia/
Tato słyszał to pierwszy raz- więc ze śmiechu spadł z łóżka

a dzień wcześniej Syn:
- proszę zrób mi jajecznicę, a jak wyjdzie Ci, to zjem nawet dokładkę :-)

ale rodzinka ;-)

piątek, 21 grudnia 2012

Kartki świąteczne...

Święta to taki czas, gdzie nie tylko śpiewa się kolędy, zajada niezdrowe rzeczy, dla nas to czas spotkań w gronie rodzinnym, jednakże nie ze wszystkimi spotkać się uda- za krótki ten czas świąt ;-).
Humor poprawił mi się mocno jak Tato zadzwonił wczoraj i przystał na naszą propozycję przygotowania świąt, mimo zmęczenia, braku śniegu, a przed wszystkim słońca jakoś pogodniej się zrobiło i udaje się zrobić wiele rzeczy, dzisiaj o kartkach świątecznych jakie wykonujemy.
Na pewno brakuje im wiele do "cudownego wyglądu" jak u Dominiki, ale są to nasze kartki zrobione
z sercem dla Adresata, oczywiście są kartki świąteczne dla Strażaków, dzisiaj dzieci wykonywały inne- dla Swoich Pań w szkole.
Szymon na swoich zajęciach u Koryny, nauczył się pracować nową metodą, którą postanowiliśmy wykorzystać do zrobienia tych kartek.
Potrzebne: biały papier, pastele olejne, gęsta farba, pędzel, pomysł, patyczek, brokat i wiele innych fajnych rzeczy ;-)
Kolorowanie białej kartki pastelami- zamalowanie jej różnymi kolorami- to działanie Magdulki, resztę kazała pod swoje dyktando zrobić mamie, bo była zmęczona/ mamo ty rób ja jestem zmęczona/ na gałązce wisi bombka z napisem Wesołych Świąt od Madzi
Pomysł Szymka, mi bardzo się podoba, a także to że od początku do końca pracował z ogromnym zaangażowaniem nad swoją kartką, wiedząc Komu ją ma dać :-)
 Są też inne, inaczej wykonane, ta poniżej była dla Strażaków z JRG-8
 Aniołki jak widać są wszędzie ;-) na kartce dla JRG2 też :-)
Rano Dzieci maja swoje Jasełki w szkołach i Wigilie, ja uciekam do kuchni
pozdrawiając serdecznie
ps.  Ciastka i pierniczki smakowo są wspaniałe- mniam mniam
Dzisiaj jedziemy jeszcze do kliku jednostek PSP, niestety nie uda nam się odwiedzić wszystkich ale chcemy chociaż jutro przed moim wyjazdem złożyć życzenia naszym Strażakom z OSP...- ale plany to jutro, wieczorkiem - fotorelacja z jasełek w szkole Madzi :-)

czwartek, 20 grudnia 2012

Ten rok kończymy...

Ten rok kończymy zewnętrznymi terapiami w czwartek z P. Alą- kynoterapia i rehabilitacja, kartki i życzenia złożone teraz praca w domu :-). Ale wrócimy jeszcze do Zawodowca z SI i ostatnich w tym roku zajęć:-) praca wre, a Magdalena wykonuje coraz trudniejsze zadania- prawda P. Moniu;-)
rowerek i pchanie taczki- zrobiły ogromne wrażenie :-)


rowerek i lina



 Dziękujemy P. Moniu za kolejny rok, wspólnej ciężkiej pracy :-)

 A na koniec, właściwie powinno być na początek.
Wchodząc do szkoły w Chrząstawie na zajęcia z integracji sensorycznej Magdalena woła:
- Idę do Mirki- krótkie, ale nowe stwierdzenie, podkreślające jak wiele ta Osoba dla Madzi znaczy.
Pani Mirosława to Cudowna od niedawna Babcia, pracująca w szkole- jako Pani Sprzątająca.
Musielibyście to widzieć, jak wygląda rytuał powitań, rozmów i zabaw, jak od lat Madzia próbuje rozpinać zamek z fartuszka i zabierać klucze... P. Mireczka to Osoba z dużym sercem, która pokochała Księżniczkę, zawsze ma czas dla Madzi, razem umyją szybę w drzwiach, razem pozamiatają :-) nie ma, że jak Magda narozrabia to P.Mirka posprząta, zawsze robią to razem z uśmiechem i jak zabawę traktują. Teraz zamienione zostały role - to Pani Mirka proponuje zabawy i jest dominująca w tej kwestii ;-), poniżej macie przykład- na do widzenia wspólne kółeczko po sali gimnastycznej. Tyle ciepła i takiej wielkiej radości ma w sobie ta Osoba, że od razu uśmiecham się na ich wspólne chwile.

Na zakończenie, zajęć z integracji sensorycznej Magdalenka ma o pół godziny więcej, dzięki staraniom i częściowemu finansowaniu Grupy Razem Łatwiej.
Zajęcia prowadzi również dobry fachowiec- Pan Kamil, którego jednak Magdalena się boi, dziwnie wygląda speszona Panienka :-), polecenia wykonuje: -wzrok, ruch, pracują razem- ćwiczymy głównie koordynację wzrokowo- ruchową :-)

Uciekam, trzeba popakować paczki z pluszakami dla Dzieci i wysłać w Polskę- nie może być dziecka bez prezentu prawda?

środa, 19 grudnia 2012

Dzieje się wiele.

Ten tydzień, przyniósł wiele dobrych zdań o postępach w rozwoju Madzi. Panienka więcej mówi, poczucie humoru i jasność umysłu idą, w parze, Magdalenka- robi postępy i chyba to dodaje skrzydeł.
Moi Rodzice tez czują się lepiej, więc święta spędzimy z Nimi, wszystko przygotowujemy my i tylko tam jedziemy, może dlatego lepiej się sama poczułam, bo jak mięliśmy spędzać święta bez Rodziców?
           Po powrocie dzisiaj o 18,45 do domu, ledwo weszliśmy, Magdalenka mimo zmęczenia poszła do swojego pokoiku, gdy ja w tym czasie przygotowywałam posiłek dla  dzieci, Madzia zaparzyła mi herbatkę na niby i przyniosła do kuchni w kubeczku- mówiąc:
- proszę mama herbatka dla Ciebie- wiecie jakie to miłe, że ktoś, o tobie pomyśli, że ty tez możesz być zmęczona...
Córeczka podała mi kubeczek z cudownym uśmiechem, gdy wypiłam ;-) zapytała- czy chcę jeszcze?
- tak Kochane słoneczko.
Ale przy podawaniu kolacji znowu się nasłuchałam  ha ha: wyjmując kiełbaski drobiowe/ nie parówki/ z gotującej się jeszcze wody, a tym samym lecącej pary usłyszałam:
- mama, jak ty gotujesz!!! fatalnie, fatalnie, fatalnie/ wcześniej to zdanie już było, ale było - matka ;-)
Inny dialog, nie pamiętam już początku- rozmawialiśmy o czytaniu przez Szymonka czytanki
z elementarza - Madzia mówi:
- mamo, ale ja jeszcze nie umiem czytać.
Dziewczyna jest świadoma, że coś idzie w toku nauczania nie tak, ale nawet nie wiecie jaka miała smutną minę...
Madziu Kochanie zdążysz jeszcze, dlatego czytamy na razie globalnie, ale do elementarza też zaglądamy i chyba to kolejny znak i czas na naukę, nie wiem, w jakim trybie będzie nauka szła
w szkole- wprowadza się znajomość pojedyńczych liter hmm, nie znam się nie będę wypowaiadać jak uczyć inne dzieci,w końcu nie mam Studiów pedagogicznych ani psychologicznych, ale wiem,
że w domu możemy się już uczyć.

Jako, że to czas świąteczny przygotowujemy kartki świąteczne i owe dostarczamy, są także stroiki-
w tym roku jakoś mnie wzięło na srebro- nie wiem czemu takie zimne, ale tak jakoś...
nie mam zdolności nie tylko kulinarnych, ale i artystycznych, dzieciom idzie lepiej ;-)

GRATULACJE

Dla Tych, co jeszcze nie wiedzą ;-), choć głośno i wesoło w koło już jakiś czas :-))))
Wyniki konkursu blogów w Kampanii społecznej organizowanej przez Fundację Promyk słońca
ogłoszone :-) uff
zajrzyj  i Sam/a zobacz, Wyróżnienia
zgadzam się z werdyktem, choć pewnie kilka bym jeszcze wyróżniła, ale to w końcu konkurs 
i nie wszyscy wygrywają
My gratulujemy szczerze i ciągniemy dalej nasz wózek
 Logo na jednym wozku

Jak będzie ...

Jak będzie Ci zimno, to powiedz- powiedziałam Córce wychodzącej na podwórko , a ubranej dość solidnie, bo nigdy nie wiem, czy nie zmarznie...
Wodne kryształki
Jak to zrobić?  Takie proste zdanie, ale jak to zrobić, żeby nie zrzucała rękawiczek, niby żeby lepiej chwycić, lepiej poczuć -dotknąć - zimny śnieg- kurczy palce, zrobi jedną ze swoich cudownych zdziwionych min, ale nie powie zimno. Furtkę z klucza tez łatwiej otworzyć bez rękawiczek, przykłady można mnożyć. Dlatego od jakiegoś czasu wróciłyśmy do ćwiczenia z kryształkami powyżej: jedna miska jest z bardzo ciepłą wodą- właściwie ciepłe są kryształki, a druga z zimną- robię mały masażyk dłoni i stóp, a także wewnętrznej strony przedramienia- bardziej wrażliwe miejsce- nazywając ciepłe bądź zimne elementy. Trochę jeszcze musimy ćwiczyć bo wszystko jest albo ciepłe, albo zimne. Nie będę się rozpisywała, co jest zaburzone, bo nie o to chodzi, ważne jest, że Księżniczka chce się uczyć.
Ten zapisany na kartce post powstał jak miałam zły humor, pozostawię na kartce drugą połowę posta- o rozrzucaniu i pozostawianiu rzeczy.
Ale napiszę co było na basenie- Magdalenka przepłynęła bez płetw i rękawka, pianki- dobrych kilka metrów pracując tylko nogami, również nurkowała i pływała pod wodą- oczywiście z asekuracją
z boku terapeuty - powiedział tato po powrocie z zajęć niedzielnych.
Tak się boimy, o to, że może coś się stać, że sami jakoś nie mamy odwagi uczyć Magdalenki pływać- może dlatego, że nasłuchaliśmy się: padaczka, a basen wykluczają się.
Jednak nie poddajemy się, a terapię w wodzie można połączyć z nauką pływania :-)
Nasza Kochana i Dzielna Dziewczyna rozwija się i zaskakuje w wielu sytuacjach życia
dobrego dnia, jako, ze dzisiaj środa- Madzia po szkole 3 godziny terapii we Wrocku,
a my z Szymkiem- kierunek Straż Pożarna-dzisiaj w planach, aż dwie jednostki- życzenia mus złożyć :-)

W poniedziałek, w szkole

Dzieci ubierały w swojej drugiej sali- sali zabaw, jak o niej mówią- to ta salka, na którą czekaliśmy- choinkę.
Pani świadoma poczynań Magdalenki nie zrezygnowała, ze wspólnego wieszania bombek,
ale dawała Magdalence, aby owe wieszała, mimo iż były gniecione, nawet te ze styropianu. Ile było radości i szczęścia wiedzą Ci, którzy tam byli.
A oprócz Magdalenki jest druga taka Madzia- Julka- więc w klasie 7 Osobowej Dwie Panie mają
naprawdę co robić, jakoś trzecia nie chce się zatrudnić.
O rany znowu chaos w mojej pisaninie, powinnam zacząć od początku, gdyż nie wszyscy wiecie, że tam gdzie Magdalenka i choinka- nie ma szklanych bombek- są gniecione, a były też zjadane
/ ja gryzłam szklanki i łykałam szkło jak Pipi ;-), ale mi przeszło/ Madzi chyba też, ale u nas
w domu już od lat są ozdoby robione przez nas lub takie, których zniszczenie jest chyba nie możliwe ;-), a zresztą jak coś się urwie, oderwie, albo zerwie, to tylko zmienia wygląd choinki, Szymek ma tylko inne zdanie i wcale Mu się nie dziwie, pojęcie świąt i ubieranie choinki dla Niego są zupełnie inne niż dla Magdalenki.
Automatycznie nasuwają się porównania nauczycieli ze szkół, w których są moje dzieci, nie będę
na razie pisać o zdarzeniu w szkole Szymka- On dopiero zaczyna swoją edukację- dla Jego dobra, choć już teraz dziecko boi się iść do szkoły- bo boli Go brzuch, a jeszcze niedawno z taką chęcią i energią, zapałem do owej chodził. Dzisiaj moje Żywe Srebro, mówi mamo ty mnie uczuć, masz wiele pomysłów. Dobra koniec- tego tematu.
Życzę wszystkim Nauczycielom tyle cierpliwości, miłości, chęci pracy, ile mają Panie w szkole dla dzieci ze szczególnymi potrzebami, tam gdzie uczy się Madzia- w Oławie.
A na koniec jeszcze zajęcia we Wrocku z Panią Oksaną- Magdalena pracowała świetnie, mówiła wiele, rozwiązywała zadania i żartowała sobie z Panią:
-Madziu- co tu nie pasuje?
- nie powiem i uśmiech z przymrużonym oczkiem :-)

Magda idzie do przodu, Szymek nie jest tylko Bratem niepełnosprawnej siostry, ma swój czas
i swoje hobby, staramy się, to wszystko jakoś łączyć i być Rodziną, czasami zapominamy się jednak i chcemy, aby zrozumiał niektóre zachowania Madzi, żeby je zaakceptował jako normę-
bo to jest choróbsko, ale czego wymagać od tak małego Chłopca, skoro wielu dorosłych
nie jest w stanie pojąć, czym jest ta choroba, a właściwie zbitek wielu chorób. Mogę tylko napisać to jest Mądry Chłopiec, zdolny i kochany, bardzo pomagający w domu i poza nim :-)
Dobranoc

wtorek, 18 grudnia 2012

Zwariowana sobota?

Sobota mimo padającego deszczu, nie posłodzenia ciasta na ciasteczka przez mamę, ogólnie działo się wiele - była udana.
Był czas na przeciwieństwa:
Zaczęliśmy od ubierania choinki- jodły kaukaskiej w zrobione przez nas ozdoby- na płytach cd- przyklejaliśmy makaron, kaszę, ryż, piasek, posypywaliśmy brokatem i pomalowaliśmy na żółto- nasze słoneczka musza teraz mocno świecić :-)


Magdalena na drabinie ;-)


najwięcej ozdób powiesił Szymon, używając tegoż, co tata bosaka
 Nawet zdążyliśmy pojeździć na sankach i ulepić bałwanka.
zanim bałwanek, trzeba sprawdzić czy marchewka dobra

Aga dla Ciebie, tutaj bałwanek ma jeszcze zęby ;-)

Nasza choinka, pachnąca jak las :-)
Oczywiście ciasto na pierniki wyszło super, gorzej było potem z amonkami ;-)

 na wspólne mielenie cukru, bo pudru zabrakło


 Ciasto było tak dobre, że wiele pierniczków zostało zjedzonych na surowo ;-)
Madzia była na muzykoterapii, została też na zajęciach z kynoterapii- terapeutami były border coli, ale jak na zajęcia z psami przywozi się farby, to wiadomo,że maluje się psy ;-) Mąż widząc przerażenie w oczach opiekunów psów, stwierdził, że Goldi, to lepszy terapeuta i zabrał Magdulę
na małe zakupy, później pojechał  na basen z Szymkiem, jak się okazało mój Syn pływa rewelacyjnie i w mini rywalizacji z większymi i starszymi chłopcami okazał się lepszy- konkurencja była dość trudna- choć dla mnie tylko utrzymanie się na wodzie graniczy z cudem, ale nie o tym.... Szymon wygrał pierwszy wyścig/ strzałką na plecach/, a w drugim zajął drugie miejsce- wiecie dlaczego- bo płynął uczciwie- nie pomagał sobie rękami/ na marynarza ;-)- pracują tylko nogi ręce wzdłuż ciała- 50m na dużym basenie/
Cenne właśnie jest to, że jak jest zadanie przekazane jasno i wyraźnie- czytelnie- do Szymka nie trzeba mówić dwa razy, a przede wszystkim liczy się solidne wykonanie zadania, a nie oszustwo/ małe  czy duże/ zresztą tutaj nie chodziło, o wygraną tylko wykonanie polecenia i poprawienie sprawności.
Gdy dzieci wykąpane i najedzone, z poczytaną bajeczką ułożyliśmy do snu, przyszła kolej na ratowanie ciasteczek ;-)
 To już działanie Taty: lukrowanie i zdobienie