wtorek, 18 grudnia 2012

Zwariowana sobota?

Sobota mimo padającego deszczu, nie posłodzenia ciasta na ciasteczka przez mamę, ogólnie działo się wiele - była udana.
Był czas na przeciwieństwa:
Zaczęliśmy od ubierania choinki- jodły kaukaskiej w zrobione przez nas ozdoby- na płytach cd- przyklejaliśmy makaron, kaszę, ryż, piasek, posypywaliśmy brokatem i pomalowaliśmy na żółto- nasze słoneczka musza teraz mocno świecić :-)


Magdalena na drabinie ;-)


najwięcej ozdób powiesił Szymon, używając tegoż, co tata bosaka
 Nawet zdążyliśmy pojeździć na sankach i ulepić bałwanka.
zanim bałwanek, trzeba sprawdzić czy marchewka dobra

Aga dla Ciebie, tutaj bałwanek ma jeszcze zęby ;-)

Nasza choinka, pachnąca jak las :-)
Oczywiście ciasto na pierniki wyszło super, gorzej było potem z amonkami ;-)

 na wspólne mielenie cukru, bo pudru zabrakło


 Ciasto było tak dobre, że wiele pierniczków zostało zjedzonych na surowo ;-)
Madzia była na muzykoterapii, została też na zajęciach z kynoterapii- terapeutami były border coli, ale jak na zajęcia z psami przywozi się farby, to wiadomo,że maluje się psy ;-) Mąż widząc przerażenie w oczach opiekunów psów, stwierdził, że Goldi, to lepszy terapeuta i zabrał Magdulę
na małe zakupy, później pojechał  na basen z Szymkiem, jak się okazało mój Syn pływa rewelacyjnie i w mini rywalizacji z większymi i starszymi chłopcami okazał się lepszy- konkurencja była dość trudna- choć dla mnie tylko utrzymanie się na wodzie graniczy z cudem, ale nie o tym.... Szymon wygrał pierwszy wyścig/ strzałką na plecach/, a w drugim zajął drugie miejsce- wiecie dlaczego- bo płynął uczciwie- nie pomagał sobie rękami/ na marynarza ;-)- pracują tylko nogi ręce wzdłuż ciała- 50m na dużym basenie/
Cenne właśnie jest to, że jak jest zadanie przekazane jasno i wyraźnie- czytelnie- do Szymka nie trzeba mówić dwa razy, a przede wszystkim liczy się solidne wykonanie zadania, a nie oszustwo/ małe  czy duże/ zresztą tutaj nie chodziło, o wygraną tylko wykonanie polecenia i poprawienie sprawności.
Gdy dzieci wykąpane i najedzone, z poczytaną bajeczką ułożyliśmy do snu, przyszła kolej na ratowanie ciasteczek ;-)
 To już działanie Taty: lukrowanie i zdobienie



3 komentarze:

  1. Chyba zaplanuję jakąś międzyświąteczną wizytę u dr Esser tylko po to by wpaść do Was na te pyszności.

    OdpowiedzUsuń
  2. Piernikowy zawrót głowy jednym słowem..:)A czy Panienka chetnie pomaga później w sprzątaniu czy raczej znika po angielsku..;)

    OdpowiedzUsuń
  3. nie znika- pomaga, ale wolę Panienkę wysłać do pokoju- bo sprzątamy potrójnie- najpierw Magdalena, po Madzi - Madzia i Mama- a potem już tylko mama, przepraszam Szymek i mama

    Zapraszamy bez pretekstu lekarskiego ;-)

    OdpowiedzUsuń