czwartek, 14 marca 2013

Nie piszę...


znicz

Zima mnie dołuje, wcale nie zima- minął tydzień od pogrzebu Mamy, Znajomi na mnie krzyczą, że siedzę
w domu i ramoleje. A jak mam się czuć? Dzień pełen zajęć, na dworze zimno, po rozmowie z pewnym prawnikiem składanie petycji nie ma sensu, bardziej skargę na działania urzędników...
Przeglądałam ustawy i rozporządzenia wiele tematów jest zapisanych, tylko indolencja urzędnicza i brak środków na szczeblach Gmin, rodzi ciągła niechęć i rezygnację, a odpowiedzi- niemożliwe do zrealizowania, nie możemy pomóc itd. Rozrasta się biurokracja i urzędników przybywa, ale wielu z nich po prostu nic nie robi- "nie chcę im się", bo za nic nie odpowiadają, a błędy hmm się zdarzają.... A innym wypłaca się premie milion zł. Nie zazdroszczę Im tych pieniędzy podpisana umowa rzecz święta. Tylko kto, do diaska w ministerstwie finansów i drugim- sportu dopuścił do podpisania umowy, działającej na szkodę narodu i finansów publicznych? Kto wymyślił tak nierealne wynagrodzenie?
                Nasz dzień jest dość wyczerpujący i rozłożony w czasie. Najpierw obrazki/piktogramy/ i ubieranie się, układ dnia na piktogramach, śniadanie, leki, mycie, zawiezienie dzieci do szkół, potem prace domowe, obiad, jazda do Oławy po Madzię, obiad, wraca Szymek w auto i rehabilitacje do Wrocławia,
a dwa razy w tygodniu bliżej tylko do Chrząstawy, powrót rozbieranie- jak zawsze problematyczne- terapie w domu przy bajkach. Ale już nie mam pary, żeby wykonywać wszystko z zapałem i radością, po domu snuję się jak cień, nieobecna, Magdalena wtedy jeździ na rowerze lub skacze na batucie, ogląda albumy ze zdjęciami, a mój samochód jest dalej szary  i smutny. Gdzie ta Anka uskrzydlona pewna radości, pomysłów, szaleństwa i zabawy? Zmęczona? Zrezygnowana i zmarznięta robi to co musi...
Jeszcze tę Ankę odnajdę, nie teraz za jakiś czas, dla dzieci- Ich uśmiechu i radości, tak jak widać to było
na wielu zdjęciach na tym blogu....






Uwagi: Grafika nie jest moją własnością, zaczerpnięta z czeluści internetu, dziękuje Twórcy owej

8 komentarzy:

  1. Anula, dlatego dzisiaj do Ciebie dzwoniła, potem pisałąm.
    Każde Twoje zdanie jest po prostu wyrazem niemocy, braku siły..jakiegoś takiego wewnętrzego rozwalenia na milion kawałków..
    Pamiętam Cię z Mielna..pamiętasz, rozmawiałyśmy o tym na turnusie.
    Kurka, jesteś taką FANTASTYCZNĄ babeczką.
    Nie tak powinno być! Kurcze, nie tak!

    Aniu, ściskam Cię mocno.
    Pisanie teraz: dbaj o siebie / pamiętaj o sobie / znajdź czas dla siebie..nie ma sensu większego, co?...:(

    OdpowiedzUsuń
  2. Aniu bierz dzieci i wsiadaj w samolot, czas na odoczynek ja sie Toba zaopiekuje♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aga dziękuję, chyba rzeczywiście czas pomyśleć o zmianie klimatu. Na Twoje słowa poderwałam się rzeczywiście, ale jak "porzucić" szkołę na tydzień i rehabilitację???
      Dziękuję Aga :-*

      Usuń
  3. Każda żałoba potrzebuje czasu. Musisz wylać swoje łzy i zwyczajnie pozbierać się do kupy. Na szczęście Twoje dzieci nie pozwolą Ci zbyt długo rozmyślać nad smutkami tego świata.
    Głowa do góry Aniu! Jestem z Tobą :)
    Buziaki!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Aniu, każdą z nas co jakiś czas dopada "dołek". Przyczyny są różne, pogrzeb, choroba bliskiej osoby albo najzwyczajniej w świecie zmęczenie codzienną walką o zdrowie naszych kochanych choruszków. Ja też co jakiś czas mam wszystkiego dość.
    Ale zawsze po burzy wychodzi słońce :) Buziaczki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak masz rację Pati, dołki to nie moja wyłączność, powinnam podnieść czoło uśmiechnąć i dalej walczyć...
      Bo problemy mamy wszyscy, każdy najważniejsze na swoim poziomie, ale ważne i tez trzeba je rozwiązywać...

      Usuń