poniedziałek, 30 września 2013

Chociaż...

Chociaż od powrotu z turnusu minął już tydzień, tydzień wielu zdarzeń i zadań, tych dobrych i tych z serii
" co się dzieje", to tęskniąc za morzem wrócę jeszcze do Mielna i wspólnych naszych chwil przed wyjazdem...
 poniżej "tato- rysuje Plastusię"
 jak zawsze trzeba polatać

 i poleżeć na piasku niezależnie od pogody

 gdy mama pakowała rzeczy -my podziwialiśmy morze z tarasu

 i okolicę ;-)
 ostatnie nabieranie sił  ;-)



 i zbieranie grzybów na terenie ośrodka
 Ostatnie pożegnania



 hmm zjem rybę i do domu czas...
 ale jeszcze spacerek








poniedziałek, 23 września 2013

Wspomnienie...

W oknach zamiast firan- sieci, w środku na ścianie sieci i modele okrętów, statków,...

Ja tutaj byłam

Tak Kochanie, w 2008 roku przechodziliśmy obok tej knajpy z Kapitanem... Wtedy miałaś 5 lat, a Szymek 2,5 roku. Wtedy mówiłaś .... tylko jeden wyraz " pa pa"- przez długi długi czas ....

sobota, 21 września 2013

Jeszcze raz Mielno turnusowo i nie tylko


Dzięki Terapeutom, miejscu, podejściu do dzieci, całej otoczce pobytu w Ośrodku Syrena, gdy przychodzi czas pożegnań, robi się smutno i gorzko, trzeba wracać do rzeczywistości...., do swojego schematu życia- lub jak to mówi  Szczypta_chili- "stylu życia"... mi cały humor prysł, w chwili jednej ....- głupiej zabawy męża z córką..., utrwalanie zabawą nieprawidłowych zachowań względem innych Osób- cóż to takiego zapytacie...

piątek, 20 września 2013

I już koniec...

Ten tydzień zleciał szybko, za szybko..., jutro ostatnie terapie, pakowanie i powrót do domu. Jaki to był czas dla Magdalenki, a jaki dla mnie, myśli wiele, pytań więcej.....
Dla Magdaleny to czas ogromnej pracy, nauki i zdobytych umiejętności, dla mnie czas obserwacji, chwil na odespanie- zaległych lat ;-), wspólnego czasu- kontaktu Madzia i ja....

czwartek, 19 września 2013

Nawet...

Nawet deszcz, nie psuje nam humorów. Turnusy dr Sw. Masgutowej są pracowite dla Magdaleny, ale ćwiczenia kontynuowane w domu, chyba na  przestrzeni tych wielu lat, dają efekty...Metoda jest dobra sama widziałam dzieci, które zaczęły siadać, chodzić. Czy i w jakim stopniu pomagają Madzi- nie wiem, przecież pracujemy różnymi metodami, różne terapie są realizowane od lat, a może chcę cudu???
Pewnie życie z nadzieją ma sens, a skoro Magdalena lubi terapie/od urodzenia stosowane niektóre z nich- to trudno powiedzieć czy lubi, czy są jej elementem życia, który zaakceptowała/, dlaczego ich nie kontynuować ???.... Ale nie o tym, chciałam pisać...

środa, 18 września 2013

A jednak...

Po pięknym dniu- radosnym, spokojnym, zwariowanym na plaży i przy puszczaniu baniek na wiatr

przy drugiej fali obie miałyśmy mokre już spodnie i  buty- wracałyśmy śpiewając:
tralala lala było fajnie a teraz mamy mokre buty i spodnie, i tak przez całe pięć minut do pokoju

przyszedł czas na kolację....

i niezadowolenie Panienki hmm.
Jeszcze przed wejściem na stołówkę było dobrze, wchodziła z jedną terapeutką,  abym ja szybko mogła przygotować jedzenie / szwedzki bufet/ , ale już za chwilę... złość na mamę, bo zabiera od ulubionej/ fiksacja okropna/ terapeutki do innej części stołówki, gdzie wydawało mi się owej nie będzie widać- hmm- owszem ja nie widziałam, ale Magdalena tak- i zaczęło się...
ja chcę do Dany, gryzienie ręki, odbijanie głowy- rzucanie jedzeniem po jadalni... O nie moja Panno- koniec terroryzowania matki!- oczywiście do kompletu kelnerowi spadły naczynia z wózka... huk, hałas- na chwilę odwróciły uwagę Panienki, ale tylko na chwilę, bo złość wróciła, gdy nie pozwoliłam pomagać sprzątać-
- mogę pomóc sprzątać?
Niestety przegrałam dzisiaj z Małą Szantażystką, wkradła się niepostrzeżenie złość i u mnie.....
W pokoju przerobiłyśmy zachowanie Madzi na rysunkach- po co chodzimy do jadalni, dlaczego jedzenie jest na talerzach i tam lub w buzi ma być, a nie na stole, czy podłodze wokół kilku stolików...., kiedy się jest złym, nie uderzamy głową, ani nie bijemy się... w złości..., nie gryziemy ręki...

Wykąpana i zmęczona, utulona- już na zgodę ;-)  Panienka zasnęła.
Nowy dzień przed nami- co przyniesie???? Pokaże życie - na razie jest dobrze, za oknem świeci słońce
i humor Księżniczce dopisuje

wtorek, 17 września 2013

Zapowiadało się pięknie... i jest pięknie ;-)

Zapowiadało się pięknie i radośnie, powitania, tulenia, rozmowy, tańce, Magdalena już przy powitaniu, zaczęła wołać " na stół" zgłaszane potrzeby do obiadu, poranna radosna gimnastyka po śniadaniu....,

poniedziałek, 16 września 2013

Zwiedzanie wg Magdaleny...

Nie będę rozpisywała się jaki piękny jest zamek Książ i jaka jest jego historia, warto tam pojechać,
a więcej Tu., jak piękne są tarasy, ale pokażę kilka fotek i powiem krótko zwiedzanie lub próba pokazania Magdalenie czegoś z przeszłości to kosmiczna abstrakcja- tak celowo użyte, to określenie....
Aby coś zobaczyć trzeba było Magdalenę przekupować, to robieniem zdjęć przez Córkę, to nagrywanie filmu, to ...
 tam są kawki


mamutowiec olbrzymi, robił ogromne wrażenie
 







 Zamek jest ogromny i na prawdę wart poznania swojej historii

Panowie oglądają zdjęcia robione przez Magdalenę, poniżej













 powyżej- sala myśliwska- "tyle drzewa trzeba tu nosić"; poniżej czarny dziedzniec




 stragan z rycerzem ;-) nie pasuje do całości historii Zamku, ale dla lepszej sprzedaży... ;-)

Do Palmiarni nie dojechaliśmy, żołądki nasze ogłosiły bunt czekając na obiad: tańce i ciągłej zmianie muzyki przez kelnerów: po słowach Magdalenki: nie to, nie to, nie to, nie to
 i karmieniu kóz ;-)

 Zakończyliśmy naszą wycieczkę z uśmiechem, ale obiecując sobie, że do Zamku na tarasy, podziemi i palmiarni wrócimy. Nie wspomniałam Wam o stajniach i hodowli ogierów, ale to zupełnie inna historia mimo, że nieodłączną stanowi część historii ostatnich mieszkańców zamku.