wtorek, 12 listopada 2013

W podróży..., różnie jest...

Podróżujemy wiele i nie tylko na turnusy, czy terapie, ale w odwiedziny to tu, to tam. Ostatni wyjazd był 
do ... Bliskich, jakoś nie mogę pogodzić się z tym, że mama jest tylko na zdjęciach i w naszych sercach....


Ale w tę podróż pojechaliśmy naszym samochodem i ja prowadziłam, tato z córką zaopatrzeni w orzeszki, łuskany słonecznik, pieczywo ryżowe, termos z kakaem i woda mineralna, a jeszcze po kawałku zakalca mamy, z tyłu. Szymek- pilot siedział, koło mnie.

Zaczęło się jak zwykle- słuchaniem przez godzinę płyt z piosenkami- różnymi- dla dzieci, strażackie, rockowe, rozrywkowe, nawet bajki i mimo iż 150 km jedzie się półtorej godziny, musiały być i inne propozycje. Były wierszyki typu " Kuba Buba-gruby brzuch, zjadł na obiad talerz kluch, sto kotletów, worek soli, teraz krzyczy brzuch mnie boli" - wypowiedziane przez Madzię, Były: w Szczebrzeszynie....- tutaj walczył Szymek, Magdalena powiedziała: chrząszcz bzyczy;-).
Król Karol....powiedzieli wszyscy, Klara nosi okulary-też się udało- bez zamiany r z l,
ale Stół z powyłamywanymi nogami stanowił już problem- udało się powoli i z podziałem na sylaby.
gdy te wierszyki się znudziły, zainteresowanie wzbudziły sztuczne krowy i żubry koło stacji benzynowych.
Jednak pytanie: po co one tam są ?
Pozostało bez odpowiedzi- nie mam bladego pojęcia, po co, na stacjach benzynowych stoją sztuczne krowy, żubry, dinozaury, konie, kucharze i....????
A Wy wiecie?
Temat krów ciągnął się dalej- gdy na pastwisku Magdalena zobaczyła / sztuczne krowy-mamo- było spokojnie/, ale żywe krowy- zaczęło się od pisku i próbie uduszenia mamy;-) szarpiąc moją  kurtkę
w okolicach szyi...
Jednak tato szybko zareagował i....po słowach córki: tyle krowe na pastwisku
już mówił wierszyk:
STOI NA ŁĄCE KROWA,
MLEKO DAĆ NAM GOTOWA.
PEŁNE MLEKA WYMIONA
DO OBORY ZANIESIE Z WIECZORA
czy jakoś tak ;-) hmm nie komentuję twórczości, ale Magdalena nauczyła się owego błyskawicznie.

W drogę powrotną po zmroku - zabrał nas mąż- i powiedział krótko nigdy więcej nie będzie prowadził samochodu " szalonej mamuśki" jeśli owego nie umyję- a tak było wesoło i symoatycznie po drodze :-)) skończyło się na tym, że mąż jechał jak wariat/ czyli jak ja/, ale w kapturze żeby nikt nie wiedział ;-)
pozdrawiam Was


5 komentarzy:

  1. pozdrowienia dla męża- gratuluję całej rodzinie twórczości samochodowej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękujemy - a tak w ogóle to miała być stoi na stacji lokomotywa...;-), ale to już było napisane ;-))

      Usuń
  2. Bardzo mi się spodobał ten opis podróży. Wierszyk super :)))
    Repertuar muzyczny macie bardzo szeroki, u nas jak na razie lecą dwie płyty (tylko dwie!) na okrągło, choćby i przez 500 km ;) Krowy na stacjach też oglądamy i myślę, że one tam właśnie po to są ;) A ostatnio był nawet jakiś dziwny pojazd i przez 100 km droczyliśmy się z Adasiem czy to dźwig, czołg czy amfibia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo mi miło, jakbyś potrzebowała jakieś płyty pisz :-)

      Usuń
    2. :) Te dwie płyty to z zamiłowania Adasia - on tak już ma, że jak coś sobie upodoba to słucha na okrągło i nic innego nie przejdzie.

      Usuń