piątek, 14 marca 2014

A taki obiad...

Pewnej środy, mama wymyśliła, że po zajęciach zjemy obiad w restauracji, wcześniej zrobiła rozeznanie terenu i rekonesans wypadł pomyślnie, aby Magdalena mogła zjeść spokojnie bez dodatkowych bodźców siedzieliśmy w małej salce sami.



Jednak mimo smacznego jedzenia, sympatycznej atmosfery, pomocy ze strony kelnera hmm skończyło się na tym, że obiad zjadł Szymek i mama, a Magdaleny jedzenie zostało zapakowane do domu.
Co się stało ?
A nic szczególnego po wypiciu kakao i zazdrości, że Szymek widzi film o zwierzątkach/ mimo, że zamienili się miejscami, a ostatecznie telewizor został wyłączony. Magdalena okazała swoją frustrację.
To był ten dzień, gdy okazało się, ze mama nie miała ze sobą karty płatniczej ups....., ale na szczęście jakimś cudem miała zachomikowany jeden banknot/ cud, bo zazwyczaj nie ma z czego chomikować kasy ;-) i zapłaciła uff bez większego wstydu. Tylko zastanawiałam się dłuuuuuuugo gdzie jest moja karta....

2 komentarze:

  1. fajne akcje Aniu- wychodzisz, oswajasz Magdę z różnymi miejscami- podziwiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zazwyczaj udaje nam się trafiać na miejsca i Ludzi, którzy traktują Magdalenkę z życzliwością i zrozumieniem i może dlatego nie przejmujemy się np.: brudnymi obrusami ;-)

      Usuń