czwartek, 6 marca 2014

Boża Łyżka...

     Dobra kucharka gotując zupę co jakiś czas ją miesza sprawdzając czy się nie przypala, czy czegoś w niej nie brakuje, czy wszystkie składniki są w odpowiedniej proporcji...
   
     ...Po roku wspólnego życia pobraliśmy się. Świadomie, bez przymusu. Tradycyjnie - Kościelnie i cywilnie. W swojej pracy pieliśmy się po ścieżkach awansu. Wynajmowane suteryna przy Powstańców, kawalerka na Różance, trzypokojowe 67 metrowe na Bajana i wreszcie mały, własny domek pod miastem w 7 lat po ślubie. Sielanka? Raczej tak. Praca była, pieniądze na spłatę kredytu też. Prowadziliśmy Dom Otwarty. Goście, znajomi, rodzina, imprezy, brydż do rana. Zawsze razem, chociaż często w różnych pokojach... Niemalże idealne małżeństwo. Małżeństwo ale nie rodzina. Jakoś nie wychodziło, nie udawało się...
   
      I wreszcie dziewięć lat po ślubie urodziła się Magdalena Maria :-))).



 Bardzo szybko radość i euforia przeszły w niepewność jutra (16 dni pod respiratorem, kilkanaście antybiotykoterapii, półtorej miesiąca w szpitalu/ 42 dni), potem wręcz w zgryzotę. Od wyjścia
ze szpitala mówiono nam, że trzeba rehabilitować. I tak to się zaczęło... Potem przyszły perturbacje w pracy...., urodził się Szymuś, zmęczenie narastało. To co wcześniej rozchodziło się po różnych pokojach, teraz eksplodowało ze zdwojoną siłą. Do naszej świadomości coraz dobitniej przedzierała się myśl, że Madzia nigdy nie będzie taka jak inne dziewczynki, że może nie będzie samodzielna...W chwilach zwątpienia pojawiają się różne myśli..., te bluźniercze też... i kołaczące się nieustanie pytanie do wszystkich, do świata, do Boga: DLACZEGO?... Dlaczego ja, dlaczego my, dlaczego nasza Córka?...

      W tym roku będziemy obchodzić 9-te urodziny Szymona, 11-te urodziny Magdaleny i okrągłą dwudziestą rocznicę ślubu. Trzeba w intencji naszej rodziny "dać na Mszę". Ileż to czasu zmarnuje człowiek zanim odnajdzie właściwa drogę, drogę do nieba...

     A Madzia? Wygląda na to, że Madzia jest Łyżką Boga w zupie naszego życia...

3 komentarze:

  1. wracam do Twojego wpisu od wczoraj, czytam go kolejny raz. Boża łyżka mi się podoba - bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
  2. dużo czasu musiało upłynąć, aby to co w głowie zebrać jako wpis-post.....

    OdpowiedzUsuń
  3. kurcze Boża Łyżka :) cudne określenie!!! jeszcze nie doszliśmy do tego etapu choć do świętowania jest okazji co niemiara 15 lat ślubnych 10 strachu i żalu, i Biśkowe 9 a w marcu już 10, może potrzebujemy jeszcze tych 5 ślubnych by nauczyć się na to patrzeć ja Ty :)

    OdpowiedzUsuń