czwartek, 24 kwietnia 2014

Świątecznie ?

Zaczęło się od przepisu na prostą babę drożdżową- nie wyszła:-(
mazurek orzechowy- hmm- nie upiekł się- lukier hmm był kwaśny jak cała cytryna ;-)- kropla soku malinowego nie pomogła ;-)

dobrze, że choć występy dla Dziadka były udane....



orzechowiec- spaliłam, gotowałam żurek
samochód - malowanie zmył deszcz
a wielka sobota....
wspólne malowanie pisanek, ale szybko zakończone...., równie szybko jak dekoracja stołu


święcenie: wołanie do księdza : nie po oczach
niedziela: obecność na mszy 15min, po próbach przekupstwa ;-) aż 30 min się udało. Rodzice zdążyli dopilnować, aby welon siostry zakonnej został na swoim miejscu ;-), ale chustka starszej pani....
A zamiast śląskiego zająca- czyli słodkości i niespodzianek dla dzieci- było szukanie naszego Tuptusia, który uciekł z wybiegu, oczywiście tylko spostrzegawczość Szymka postawiła nas na nogi- Tuptuś bawił się świetnie z nami w ganianego, ale przegrał uff.
poniedziałek- byliśmy już tak zmęczeni, ze lanie wody było tylko w okolicach domu i w nim..

nie było aż tak źle ;-)
Zdrowie mojego taty na tyle się poprawiło, że przyjechał do nas na święta:-)
Było to jedno z bardziej miłych zdarzeń w święta :-)

 były występy



były spacery
były wspólne zabawy
i dużo jedzenia, to co gotował mąż było dobre :-)
Na szczęście, w środę były już terapie, w czwartek też, czyli jest już rutyna i spokój ;-)

6 komentarzy:

  1. Kulinarnie w te święta miałam podobne osiągnięcia...
    Ale po zdjęciach widać, że dzieci zadowolone :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hura jest nas więcej ;-) zmęczenie i stres robią swoje ;-) albo inaczej nie dając szansy pieczenia dzieciom w pełni przyjmuję swoja odpowiedzialność ;-) tak jak jest Dziadek to jest super, wiele zabaw wymyślał też tato :-)

      Usuń
  2. Aniu kulinarnie u mnie poziom zero... zawsze jak jadę do mamy myślę że to dar od Boga że jeszcze ją mam i świąteczna krzątanina mi ucieka
    jednak reasumując to po świętach wracam jeszcze bardziej zmęczona jak przed... cóż bieganie od stołu do stołu też męczy... i wydaje mi się że to czas przemęczyć się mocniej i zacząć się sprawdzać kulinarnie i spędzać święta we wlasnym domu, w "ciszy" spokoju, rano mieć chwilę by przytulic Gabrysia, choćby śniadanie miało odbyć się z lekkim poślizgiem... może jestem jakaś dziwna ale nie umiem już chyba żyć w tamtym normalnym świecie
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak zmęczenie to jedno, ale łatwiej mimo wszystko zorganizować coś u siebie i na swoich warunkach. Magdalena uwielbia jeździć odwiedzać itp. ale jest zawsze nakręcona jak mały samochodzik, wyjazdy i u nas bardzo męczą. w domu jest czas aby choć chwilę Magdalena została sama- to Jej teren. A ja już nie mam sił pakować plecaków, wozić jedzenia, i biegać 24 godz. na dobe nie po swoim terenie

      Usuń
  3. Cudnie... no prócz tych nieudanych wypieków ;-)
    Zdjęcia świetne, aż miło patrzeć.
    Super rodzinka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy bardzo równie Cudownej Rodzince :-)

      Usuń