środa, 22 lipca 2015

A jednak....

A jednak na turnusie mimo pracy wypoczywa się, nie sprzątasz, nie gotujesz, nie zmywasz, możesz
skupić się tylko na Dziecku i czasie dla Niego, terapii, poprawie tego na co w codziennym życiu nie masz szans,

robisz wiele i wracasz zmęczony, ale pełen nadziei i chęci stosowania do wytycznych, do zapisków na wielu karteczkach, wielu przemyśleń i konsultacji, a po tygodniu masz już dość i żyjesz jak dotychczas.....
Ten turnus był inny- ważny- próby bycia samodzielnym w realnym życiu, w społeczeństwie,
 a swoją drogą, dlaczego łatwiej czegoś zabronić niż zamienić w komunikat pozytywny.
Magdalena nigdy nie słyszała nie- jeżeli chodzi o działania,  a wprowadzanie zakazów tylko ogranicza, sami spróbujcie czegoś nie zabronić, a zaproponować inne dobre działanie....
Jest to trudne, ale możliwe, choć długotrwałe.

Jak łatwo powiedzieć nie ruszaj, nie wolno, nie dotykaj, nie rozrzucaj itd .......
 Tego komentować nie będę terapeuci- raz powiedzieli, czemu pan zabrania Madzi-- podchodzić do naszego stołu...- na drugi dzień- mąż nie zabronił, zaraz potem powstała - kartka kolejnych zakazów

nawet łatwo na turnusie narysować kartkę i tylko dopisywać pozycję...
nie wolno, ale nawet na turnusie terapeuci nie potrafili w wielu przypadkach zamienić nie w inaczej.....
nawet na tym zdjęciu nie ma wszystkiego "nie"
brakuje kluczy, butelek z wodą, zamków, zegarków, kolczyków, biżuterii itp.
Zatem NIE- jest tylko blokowaniem, a nie rozwojem- podaj zamiast nie- coś co można ;-)

Muszę przestawić myślenie, bo jak tak dalej pójdzie- tzn., będę wymagać od innych tyle ile od Siebie.... to zostanę sama jeszcze bardziej sfrustrowana .....


A jeszcze dygresja do ostatniego wpisu o PPP- następnego dnia dzwoniłam, i okazało się, że wcale
 nie trzeba badania, tylko zaświadczenie od lekarza na ich druku, a wniosek trzeba złożyć osobiście też na  ich druku- rozmowa była z tym samym panem co dzień wcześniej rozmawiał mąż-  a dlaczego orzeczenie było wydane tylko na trzy lata- zapytał Pan- odpowiedziałam- bo takie są przepisy....., zatem odnosząc się do wpisu- komentarza " Ktośki"- Pan nie wiedział co ma powiedzieć mężowi, dopiero sprawdził co winien w tym przypadku Petent zrobić. Dlatego tak mnie to wkurza- ze nie szanują nas i naszego czasu!!! Ja mam samochód mogę nawet zabrać Magdalenę i jeździć w tę i z powrotem, ale dlaczego robi mi się wodę
z mózgu????

3 komentarze:

  1. Nie rozumiem o co chodzi w tym wpisie. Uwazasz, ze dziecko nie powinno slyszec "nie" i nie otrzymywac zadnych zakazow?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację Aniu jest chaotyczny, jak mój umysł ostatnimi czasy ;-) - ale w przypadku Magdaleny -nie -nic nie daje- powtarza komunikat, a i tak robi swoje- natomiast, gdy widzi torebkę- udaje się nie wyszarpywać owej właścicielce z ręki, tylko zamienić na wymienianie skarbów Pani w torebce, albo choć pytanie- czy mogę torebkę? jak pada" nie"- to i tak torebka jest w ręku Madzi, a zaraz potem portfel ;-)- jest zostaw torebkę, masz swoją, a te skarby są Pani.... itd.

      Usuń
    2. wiem, że to jest trudne- bo odruchowo mówimy nie- nawet w poniedziałek przerabiałam ten temat z Przyjaciółką- patrzymy oczami, a oczka ducha zostają na bluzce......- brzmi może to idiotycznie, ale u nas tak to funkcjonuje.....

      Usuń