środa, 30 września 2015

Zwykle tak to bywa...

Zanim o smutkach, których wiele, wrócimy do soboty, gdy tato zabrał dzieci do Wrocławia- Szymka na zajecia z tenisa ziemnego, Magdalenę na wystawę psów- konkurencja- najbardziej podobni Pani i pies....
Śmiechu i ogromnego zainteresowania Madzi było wiele, nawet chciała zostać dłużej, ale trzeba było wracać po Szymona..











Cóż każdy ma jakieś hobby i czas spędza jak lubi.....

     A o smutkach krótko- we wtorek Magdalena miała jechać z klasą- szkołą- na wycieczkę
do Świeradowa Zdroju- program był ciekawy, pierwotnie mama miała jechać z córką, potem ustaliliśmy,
że pojedzie pod opieką Pań...., ale gorączka i wymioty Magdaleny w poniedziałkowy wieczór i moje fatalne podobne samopoczucie do dnia dzisiejszego/ środa popołudniu/ strach przed napadem, nie przyjmowanie leków...., wtorek szybka wizyta u lekarza i apteka:
a tam:
-dzień dobry
- dzień dobry
- po proszę monte ;-)
mimo, ze wcześniej rozmawiałyśmy, właściwie Madzia mówiła, że w aptece kupujemy leki, a nie jak kaczka dziwaczka- pocztowe znaczki.
Mimo, że scenariusze pisze życie, samopoczucie jakoś się nie poprawia, to chociaż Madzia / gdy nie ma gorączki, nie jest osłabiona/ funkcjonuje z dużym poczuciem humoru
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz