poniedziałek, 2 listopada 2015

Do znudzenia....

O jedzeniu i nie jedzeniu pisałam wiele razy, to jednak dla mnie ciekawy temat- gdyż to ja muszę wymyślać posiłki, w sumie wiele nowego nie wniosę- do szkoły od 4 lat- to samo codziennie- czasami dorzucę kukurydzę, lub kabanosy, ale zjadane jest: jabłko, rzodkiewka, pomidor, marchew, ciemne pieczywo, masło, pasztet, winogrona bezpestkowe i orzechy włoskie. A w domu długo do znudzenia właśnie były parówki, później do znudzenia dzień w dzień- spaghetti, naleśniki co drugi dzień jeszcze się trafiają, tosty z serem, cebulą i masłem, owsianka z rodzynkami- chwilami wraca- ale też była długo codziennie, teraz przerabiam- rano, obiad i wieczorem- marchewka na gęsto.
Oczywiście każdego dnia miseczka obranych ćwiartek jabłek i marchewki pocięte w paluszki i orzechy włoskie.
Chrupki mieszane z mlekiem- czasami nawet w nocy Panna sobie zażyczy gdy dopadnie Ją śmiechobezsenność/ a tutaj nie zmieniło się wiele, bo znowu" trawienie poprzednich zdarzeń trwa"

Nowością jest- picie świeżych soków z marchwi, jabłek, selera z dodatkiem pietruszki- może dlatego, ze sama pomaga mi w ich przygotowaniu :-)

ps. są też kasze jęczmienna i gryczana, ryż naturalny i biały- mięso jest gryzione i zjadane, ale musi być odpowiednio przyprawione:-) a nie tak jak znowu mi się zdarzyło - spalona kasza, spalone mięso- garnek wek.....

2 komentarze:

  1. To ja też poproszę takie "monotonne" menu:) Co do spalonych garnków.... taaa....chyba wygrałabym to współzawodnictwo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mama "monotonia" to może nie, ale "nuda" to już bardziej, a jeżeli chodzi o garnki, może powinnyśmy być mniej "zakręcone" ;-)
      pozdrawiamy

      Usuń