środa, 25 listopada 2015

Listopadowy turnus w Mielnie

Mimo krótkiego dnia, zimna, zmiennej pogody, ten wyjazd potrzebny jest Magdalenie i mi- mamie.
To już trzeci dzień intensywnych terapii- po 6 godzin dziennie, pozostały czas spędzamy razem- różnie, przeważnie w ruchu i na plaży. Raz byłyśmy na zakupach... i wystarczy... Właściwie chyba w ogóle powinnam dać Magdalenie ipoda, wtedy organizacja czasu i wyjść byłaby łatwiejsza ;-) Nie miałabym nerwa, czy dwie pary butów są zamoczone, że leżenie na piachu przy temp. 0 stopni Celsjusza, to słaby pomysł na pobyt na plaży, albo zamykać Magdę w pokoju i nie bać się, że znowu wystraszy swoim nagłym wejściem Sąsiadkę Amerykankę do Jej pokoju- aby ograniczyć jej palpitację serca. A może też nie musiałabym biegać w tę i we w tę - po piętrach, gdy Panna wychodząc już z budynku- zawróciła do windy, gdy mama zamykała pokój.... Dobrze, ze budynek ma tylko 3 piętra i tylko ganianie w tę i z powrotem z plecakiem w kurtce za dzieckiem, bawiącym się "żółtym guzikiem". Czy też po wyjściu z basenu, wrzucenie do wody klucza do pokoju.......
Mama w końcu pomarudziła, ale nie da dziecku ipoda, bo tak nie potrafi- nie potrafi iść na skróty. Ale chcę Wam uświadomić, jedno, turnus Magdaleny, to nie relaks dla mamy- rysujemy, spacerujemy, pływamy, karmimy mewy, mama pierze, walczy na stołówce aby dziecko jadło, a nie witało się ze wszystkimi, tak samo jest na ulicy.... Ale tutaj rozumiem Magdalenę, jest grzeczna i swoim dzień dobry lub dobry wieczór, pozdrawiać chce ludzi podając im rękę, ale niestety patrzą na nas jak na trędowate- przeważnie stare niemry wrrr
Zdjęcia zamieszczę później, teraz idziemy na kolację...
pozdrawiam "z energetyzowana" mama ;-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz